Monthly Archives Grudzień 2015

Przekształcanie nawyków zgodnie z wymogami nowych sytuacji

Z jednej strony popędy należą do dziedziny spontaniczności, a więc możliwości przekształcania nawyków zgodnie z wymogami nowych sytuacji. Z drugiej strony popędy człowieka w znacznej części nie są ostatecznie ukształtowane i dostosowane w taki sposób, w jaki ukształtowane i dostosowane są instynkty zwierzęce. Toteż znaczenie i określoność niezbędne dla postępowania ludzkiego uzyskują tylko dzięki temu, że zostają wprowadzone w łożysko nawyków. A więc „kierunek wrodzonego działania zależy od nabytych nawyków, ale nabyte nawyki można zmieniać jedynie przez zmianę ukierunkowania popędów”.54 W jaki zatem sposób człowiek może być zdolny do zmiany swych nawyków i zwyczajów, by sprostać nowym sytuacjom i nowym wymogom zmieniającego się środowiska? Jak sam może się zmieniać?

czytaj dalej

Russel i technika analizy redukcyjnej

Widzieliśmy Russella pozbywającego się zbędnych bytów, takich jak „złota góra”. A w trakcie pisania Principia Mathematica stwierdził, że definicja liczb kardynalnych jako klasy klas, wraz z interpretacją symboli oznaczających klasy jako symboli niezupełnych, sprawiają, że przestaje być konieczne uznawanie liczb kardynalnych za jakiś rodzaj bytów. Ale pozostawały, na przykład, punkty, chwile i cząstki jako czynniki w świecie fizycznym. A w Zagadnieniach filozofii (1912), o których można powiedzieć, że stanowią wkroczenie Russella w dziedzinę filozofii ogólnej, owe czynniki występowały jako różne od bardziej ograniczonej dziedziny teorii logicznych i matematycznych. Whitehead obudził go jednak z jego „dogmatycznej drzemki”, wynajdując pewien sposób konstruowania punktów, chwil i cząstek jako zbiorów zdarzeń, czyli jako konstrukcji logicznych ze zbiorów zdarzeń.36

czytaj dalej

Przebudowa społeczna Russella – ciąg dalszy

Ale gdy przechodzimy od badania środków stosowanych do osiągnięcia jakiegoś celu, do sądów wartościujących o samych celach, sytuacja się zmienia. Widzieliśmy, że Russell utrzymywał ongiś, że różnice poglądów co do wartości nie są tak wielkie, by czyniły bezzasadnym twierdzenie, iż możemy mieć i mamy bezpośrednie poznanie wewnętrznego dobra i zła, innymi słowy intuicję etyczną. Ale odrzucił to zdanie i doszedł do wniosku, że różnica poglądów co do wartości jest zasadniczo „różnicą upodobań, nie zaś różnicą dotyczącą jakiejś prawdy obiektywnej”.20 Jeśli na przykład ktoś mi mówi, że okrucieństwo jest rzeczą dobrą21, mogę się oczywiście z nim nie zgodzić w tym sensie, że wskażę praktyczne następstwa takiego sądu. Ale jeśli nadal upiera się on przy swoim sądzie, nawet gdy sobie uświadamia, co on „znaczy”, nie mogę mu podać żadnego teoretycznego dowodu, że okrucieństwo jest złe. Każdy „argument”, jakim mogę się posłużyć, jest w rzeczywistości środkiem perswazji przeznaczonym do zmieniania ludzkich pragnień. A jeśli jest nieskuteczny, nic więcej nie mam do powiedzenia. Oczywiście, jeśli ktoś usiłuje wydedukować jakiś sąd wartościujący z innych sądów wartościujących, a sądzi się, że rzekoma dedukcja jest logicznie błędna, można to wykazać. A jeśli ktoś przez „X jest dobre” rozumie tylko tyle, że X ma pewne następstwa empiryczne, możemy się spierać co do tego, czy X prowadzi, czy nie prowadzi w praktyce do wytworzenia pewnych skutków. Ale nawet w tym przypadku człowiek nie powiedziałby prawdopodobnie, że „X jest dobre”, o ile nie pochwalałby następstw, a jego pochwała wyrażałaby jakieś pragnienie czy upodobanie. Na dłuższą metę zatem osiągamy ostatecznie miejsce, gdzie teoretyczne dowodzenie czy obalanie nie gra już żadnej roli.

czytaj dalej

Kryterium znaczenia przedstawiane przez pozytywizm logiczny

Otóż zwracaliśmy już uwagę, że Russell podkreśla, iż możemy w danych warunkach rozumieć sens twierdzenia, odnoszącego się do czegoś, czego osobiście nie doświadczaliśmy. Można teraz dodać, że nie chce on wiązać znaczenia twierdzeń czy zdań ściśle z tym, co dostępne w doświadczeniu. To zaś prowadzi go naturalnie do przyjęcia krytycznej postawy wobec kryterium znaczenia pozytywistów logicznych. Wprawdzie w pewnej mierze traktuje on życzliwie logiczny pozytywizm, głównie chyba ze względu na wysuwaną przez ten kierunek interpretację logiki i czystej matematyki oraz ze względu na poważne podejście pozytywistów logicznych do nauk empirycznych. Ale choć zgadza się z pozytywistami odrzucając ideę „niewyrażalnego poznania”,81 stale odmawia uznania kryterium znaczenia, według którego znaczenie zdania o fakcie to sposób jego weryfikacji.

czytaj dalej

Przekonanie Russella

Niektórzy filozofowie powiedzą, a zwykły człowiek będzie skłonny zgodzić się z nimi, że wnioskowanie naukowe nie wymaga żadnego innego uzasadnienia niż uzasadnienie pragmatyczne, jakie stanowi skuteczność owego wnioskowania. Uczeni mogą dokonywać i dokonują skutecznych przewidywań. Nauka przynosi rezultaty, a filozof poszukujący dalszego uzasadnienia poszukuje czegoś, czego nie może mieć i co w każdym razie nie jest potrzebne. .

czytaj dalej

Klub Transcendentalistów

Emerson był główną postacią Klubu Transcendentalistów, założonego w Bostonie w 1836 r. Innym jego członkiem, bardzo przez Emersona cenionym, był Amos Bronson Alcott (1799-1888), głęboko uduchowiony człowiek, który poza próbami wprowadzenia nowych metod do wychowania założył utopijną społeczność w Massachusetts, nie istniejącą wprawdzie długo. Oddany wygłaszaniu mglistych wypowiedzi w proroczym stylu, później zmuszony został przez heglistów z St. Louis do rozjaśnienia i określenia swego idealizmu. Wśród innych postaci związanych w jakiś sposób z transcendentalizmem Nowej Anglii możemy wymienić Henry’ego Davida Thoreau (1817-1862) oraz Orestesa Augustusa Brownsona (1803-1876). Thoreau, znana postać świata literackiego, zbliżył się do Emersona, gdy ten wygłosił swą mowę „O uczonym amerykańskim”, w imieniu Stowarzyszenia Fi Beta Kappa, w Harvardzie w 1857 r. Co do Brownsona, jego wędrówka duchowa prowadziła go przez różne stadia, od prezbiterianizmu do katolicyzmu.

czytaj dalej

Wittgenstein i zmiana jego poglądów

Tymczasem Wittgenstein zaczął zmieniać swe poglądy.19 W Traktacie usiłował pokazać istotę „zdania”. A skutkiem jego definicji było nadanie uprzywilejowanego położenia językowi opisowemu. Tylko bowiem zdania opisowe Wittgenstein uznał za zdania posiadające sens (Sinn). Doszedł on jednak do wyraźniejszego widzenia złożoności języka, tego, że istnieje wiele rodzajów zdań, a zdania opisowe tworzą jedną zaledwie klasę. Innymi słowy, Wittgenstein doszedł do jaśniejszego poglądu na rzeczywisty język jako złożone, żywe zjawisko, coś, co w kontekście życia ludzkiego ma wiele funkcji czy sposobów użycia. A zrozumieniu tego towarzyszyła radykalna zmiana w pojmowaniu znaczenia przez Wittgensteina. Znaczenie stało się użyciem lub funkcją i przestało być tożsame z „obrazem”.

czytaj dalej

Działalność Russella

Russell przedstawił tę antynomię czy paradoks Fregemu, który odpowiedział, że arytmetyka chwieje się w posadach. Ale po gorączkowych wysiłkach Russell wpadł na coś, co wydało mu się rozstrzygnięciem. Była to doktryna lub teoria typów, której wstępna wersja została przedstawiona w „Dodatku B” do The Principles of Mathematics. Każda funkcja zdaniowa, utrzymuje Russell, „ma poza swym zakresem prawdziwości jakiś zakres znaczenia”.10 Na przykład, w funkcji zdaniowej „X jest śmiertelne” umiemy oczywiście podstawić za zmienną X wartości należące do pewnego zakresu, takie wartości, że zdania powstające w wyniku podstawienia są prawdziwe. A więc zdanie: „Sokrates jest śmiertelny”, jest prawdziwe. Ale są również takie wartości, których podstawienie za X sprawia, że powstające stąd zdania nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, lecz bezsensowne. Na przykład zdanie: „Klasa ludzi jest śmiertelna”, jest bezsensowne, klasa ludzi bowiem nie jest i nie może być człowiekiem. Innymi słowy, klasa ludzi nie może być własnym elementem. Faktycznie, zupełnym nonsensem jest mówić o jej byciu lub niebyciu własnym elementem, sama bowiem idea klasy będącej własnym elementem jest nonsensowna. By wziąć przykład podany przez Russella n, klub jest klasą indywiduów, a mo- że być elementem klasy innego typu, takiej jak zrzeszenie klubów, która byłaby klasą klas. Ale ani klasa, ani klasa klas nie mogłaby być własnym elementem. A jeśli przestrzega się rozróżnień między typami, nie powstaje antynomia czy paradoks w logice klas.

czytaj dalej

Royce i lojalność – ciąg dalszy

W znacznej mierze pod wpływem C. S. Peirce’a, Royce zaczął podkreślać rolę interpretacji w poznaniu i życiu ludzkim, i stosował tę ideę w swej teorii etycznej. Na przykład, jednostka nie może urzeczywistnić siebie i osiągnąć prawdziwej indywidualności czy osobowości bez celu czy planu życiowego, w odniesieniu do którego takie pojęcia, jak pojęcie dobra i zła, wyższego i niższego ja, stają się pojęciami konkretnie znaczącymi. Ale człowiek dochodzi do ujęcia swego planu życiowego czy idealnego celu jedynie w procesie interpretacji siebie sobie samemu. Ponadto, tę samointerpretację osiąga się jedynie w jakimś układzie społecznym, przez współdziałanie z innymi ludźmi. Inni nieuchronnie pomagają mi interpretować siebie, ja zaś pomagam innym w ich samointerpretacji. W pewnym sensie proces ten zmierza raczej do podziału niż do zjednoczenia, o ile każda jednostka staje się przez to bardziej świadoma siebie jako kogoś posiadającego niepowtarzalne zadanie życiowe. Ale jeśli pamiętamy o społecznej strukturze ja, prowadzi nas to do utworzenia idei nieograniczonej społeczności interpretacji, a więc idei ludzkości jako czegoś wprzęgniętego przez cały czas we wspólne zadanie interpretacji zarówno świata fizycznego jak też własnych zamysłów, ideałów lojalności i wartości. Cały rozwój wiedzy naukowej i intuicji moralnej zakłada pewien proces interpretacji.

czytaj dalej

Russell i zasady wnioskowania naukowego cz. II

Druga zasada, postulat rozdzielnych linii przyczynowych, stwierdza, że często można utworzyć taki ciąg zdarzeń, iż z jednego lub dwóch elementów ciągu można wnosić coś o innych członach. Ta zasada czy postulat jest oczywiście istotna dla wnioskowania naukowego. Tylko bowiem na podstawie idei łańcuchów przyczynowych możemy wyprowadzać zdarzenia odległe z bliskich.

czytaj dalej

Teoria deskrypcji autorstwa Russella – ciąg dalszy

Wszystko dobrze – można powiedzieć – ale niezwykle dziwne jest twierdzenie, że deskrypcje w ogóle, gdy ujmować je same w sobie, nie mają żadnego znaczenia. Wydaje się wprawdzie, że wyrażenie „złota góra” nic nie znaczy, pod warunkiem wszakże, że przez znaczenie rozumie się oznaczanie jakiegoś bytu. Ale co z takim wyrażeniem jak „autor Waverleya”l Według Russella jest to deskrypcja, a nie nazwa własna. Ale czy nie jest oczywiste, że oznacza ona Scotta?

czytaj dalej

Jamesowska analiza „korespondencji” – ciąg dalszy

Otóż warto zairważyć, że na tej samej stronie, na której James mówi nam, że idea „staje się prawdziwa, zdarzenia czynią ją prawdziwą” 20, mówi nam też, że „idee prawdziwe to te, które możemy przyswoić, uzasadnić, potwierdzić i zweryfikować”. Innymi słowy, nie może on cofnąć się przed przyznaniem, że istnieją prawdy, które mogą lub mogłyby być zweryfikowane, ale które nie zostały jeszcze zweryfikowane. W istocie, jest on skłonny powiedzieć, że prawdy nie- zweryfikowane „tworzą przygniatająco wielką ilość prawd, którymi żyjemy” 27, oraz że prawda żyje „w znacznej części na kredyt”.28

czytaj dalej

Metoda rozjaśniania pojęć Jamesa

Są wprawdzie pewne różnice między stanowiskami Peirce’a i Jamesa. Na przykład, gdy Peirce mówił o praktycznych następstwach pojęcia, podkreślał ogólną ideę nawyku działania, ideę ogólnego sposobu, w jaki pojęcie może przypuszczalnie zmieniać celowe działanie. James natomiast skłonny był podkreślać konkretne praktyczne skutki. Jak widzieliśmy we fragmencie przytoczonym powyżej z Pragmatyzmu, kładzie tam nacisk na konkretne doznania i reakcje. Toteż Peirce oskarżał go o odejście, pod wpływem ultrasensualistycznej psychologii, od tego, co ogólne, do tego, co konkretne, o nadmierny, jak mówił Dewey, nominalizm. W terminologii Peirce’a, James zajmuje się bardziej poprzednikami i następnikami niż następstwami, a następstwo to uchwytna pojęciowo relacja między poprzednikiem a następnikiem.

czytaj dalej