Monthly Archives Czerwiec 2017

Royce odrzuca dualistyczne oddzielanie świata od Boga

Jest rzeczą jasną, że Royce, kładąc nacisk na osobowość, nie ma bynajmniej zamiaru całkowitego odrzucenia teizmu i posługiwania się terminem „Absolut” po prostu jako nazwą świata, ujmowanego jako otwarta całość, jako szereg bez żadnego dającego się wskazać ostatniego elementu. Świat jest dla niego ucieleśnieniem wewnętrznego znaczenia systemu idei, a one same są częściowym urzeczywistnieniem jakiegoś zamysłu. Absolut zaś to ja, to coś osobowego raczej niż bezosobowego, to wewnętrzna i nieskończona świadomość. Można go zatem zasadnie opisać jako Boga. A nieskończone szeregi stanowiące świat w czasie Royce przedstawia jako dane wszystkie na raz. tota simul, Boskiej świadomości. W istocie, jest on skłonny chwalić św. Tomasza z Akwinu za jego pogląd na Boską wiedzę, a sam posługuje się analogią z naszą świadomością symfonii jako całości, ze świadomością oczywiście dającą się z powodzeniem uzgodnić z wiedzą, że ta część poprzedza tamtą. Tak właśnie, według Royce’a Bóg uświa- damia sobie następstwo czasowe, choć mimo to wiecznej świadomości dany jest cały szereg czasowy.

czytaj dalej

Poglądy Emersona – ciąg dalszy

W przekonaniu Emersona to zaufanie do siebie, jeśli będzie powszechnie praktykowane, sprowadzi odrodzenie społeczeństwa. Państwo istnieje, by wychowywać człowieka mądrego, człowieka z charakterem, a „gdy zjawia się człowiek mądry, państwo znika. Pojawienie się charakteru czyni państwo czymś zbędnym”.16 Chodzi tu niewątpliwie o to, że jeśli charakter jednostki byłby w pełni rozwinięty, państwo jako organ siły byłoby zbędne, a na jego miejscu istniałoby społeczeństwo oparte na prawie moralnym i miłości.

czytaj dalej

Moore i problemy filozoficzne

Wspomniano już o fakcie, że Moore’a jako studenta w Cambridge uderzały pewne dziwne rzeczy, jakie filozofowie mówili o świecie. Przykładem czegoś takiego była McTaggarta negacja rzeczywistości czasu. Moore zastanawiał się, co mógł McTaggart przez to rozumieć? Czy posługiwał się terminem „nierzeczywisty” w jakimś szczególnym sensie, który pozbawiałby zdania, iż czas jest nierzeczywisty, paradoksalnego charakteru? Czy też poważnie sugerował, że nieprawdą jest powiedzenie, iż jedliśmy obiad po śniadaniu? Jeśli tak, zdanie, że czas jest nierzeczywisty byłoby poruszające, lecz zarazem niedorzeczne – nie mogłoby być prawdziwe. W każdym razie, jak możemy z pożytkiem rozważać pytanie, czy czas jest rzeczywisty, czy nierzeczywisty, jeśli nie wiemy najpierw dokładnie, o co zapytano? Podobnie, według Bradleya rzeczywistość jest duchowa, ale w ogóle nie jest jasne, co znaczy powiedzenie, że rzeczywistość jest duchowa. Być może są w to uwikłane różne zdania. A zanim zaczniemy rozważać, czy rzeczywistość jest, czy nie jest duchowa, musimy nie tylko rozjaśnić owo pytanie, lecz upewnić się, że nie chodzi tu naprawdę o kilka odrębnych pytań. Jeśli bowiem tak jest, trzeba będzie z kolei podjąć te pytania.

czytaj dalej

G. E. MOORE I ANALIZA CZ. II

Według Bertranda Russella to Moore właśnie przewodził buntowi przeciw idealizmowi. A wczesny realizm Moore’a można ukazać odwołując się do artykułu o naturze sądu, jaki opublikował w piśmie „Mind” w ciągu 1899 r.

czytaj dalej

Hipotezę naukową interpretuje się jako przewidywanie

W użyciu słowa „następstwa” natomiast zdaje się tkwić pewna dwuznaczność. Hipotezę naukową interpretuje się jako przewidywanie, a zostaje ona zweryfikowana, jeśli przewidywane następstwa, stanowiące znaczenie hipotezy, urzeczywistniają się. Nieważne, czy weryfikacja przynosi, czy nie przynosi subiektywnego zadowolenia ludziom. W tym kontekście Dewey starannie unika zarzutu, na który wystawił się James, że okoliczność, iż zdanie jest „zadowalające”, stanowi sprawdzian jego prawdziwości. Ale gdy przechodzimy do dziedziny spraw społecznych i politycznych, możemy dostrzec dążność do przechodzenia ku interpretacji „następstw” jako następstw pożądanych. Dewey odpowiedziałby przypuszczalnie, że mówi o „zamierzonych” następstwach. Sprostanie problemowej sytuacji społecznej czy politycznej „zmierza” do pewnych następstw, które stanowią jego znaczenie. A weryfikacja, tak jak w przypadku hipotez naukowych, uzasadnia zgłoszone rozstrzygnięcie. Nie ma znaczenia, czy ludziom podoba się, czy się nie podoba owo rozstrzygnięcie. W obu przypadkach, w przypadku rozstrzygnięcia czy planu społecznego lub politycznego, tak jak w przypadku hipotezy naukowej, sprawdzian prawdy lub ważności jest obiektywny. Wydaje się jednak całkowicie oczywiste, że w praktyce Dewey rozróżnia plany i rozstrzygnięcia polityczne oraz teorie w terminach ich wkładu w „rozwój”, ich służby celowi, który uznaje za pożądany. Można oczywiście stosować to samo kryterium w analogicznym sensie do hipotez naukowych. Na przykład hipotezy, która zmierza do powstrzymania dalszych badań naukowych i postępu, nie można uznać za prawdziwą. Ale wówczas sprawdzianem prawdy nie jest już po prostu weryfikacja następstw,

czytaj dalej

James i zadowolenie jako podstawowy składnik prawdy

Nieporozumienia powodował również sposób, w jaki James mówi o zadowoleniu jako podstawowym składniku prawdy. Jego sposób mówienia sugerował bowiem, że jego zdaniem przekonanie można uznać za prawdziwe, jeśli powoduje ono subiektywne poczucie zadokowane, lecz jeszcze nie jest zweryfikowane, byłoby potencjalnie prawdziwe, byłaby to prawda in posse. Ale jest oczywiste, że James nie traktuje pragmatycznej teorii prawdy po prostu i wyłącznie jako następstwa arbitralnej definicji. Nie jest więc bezzasadne twierdzenie, że teoria ta zasługuje lub nie zasługuje na uznanie zależnie od tego, czy jest, czy nie jest sprowadzalna do tezy, która z chwilą jej zrozumienia okaże się oczywista. To znaczy, jeśli sprowadza się ona do tezy, że zdanie empiryczne jest prawdziwe lub fałszywe zależnie od tego, czy stan rzeczy, o którym się twierdzi lub któremu się przeczy, jest (był lub będzie), czy nie jest faktem – jest to teoria zasługująca na przyjęcie, choć to, co głosi, jest „trywialne”. Jeśli jednak teoria ta utożsamia prawdziwość zdania z procesem, który pokazywałby, iż stan rzeczy, o którym się twierdzi lub któremu się przeczy, jest lub nie jest faktem – bardzo trudno zrozumieć, jak mogłaby nie podlegać w całej rozciągłości zarzutom „racjonalistów”.

czytaj dalej

System filozoficzny Whiteheada

Ale choć filozofia Whiteheada, opierając się, jak mówił, na realistycznej podstawie, z pewnością zasługuje na uwzględnienie w tym rozdziale, jest zbyt złożona, by ją podsumować w kilku paragrafach. Toteż po pewnym namyśle autor tych słów zdecydował się nie podejmować takiej próby. Warto jednak zauważyć, że Whitehead był przeświadczony o nieuchronności spekulatywnej czy metafizycznej filozofii. To znaczy, jeśli filozof nie przerywa rozmyślnie w pewnym miejscu procesu rozumienia świata i uogólniania, dochodzi nieuchronnie do „próby obmyślenia spójnego, logicznego, koniecznego systemu idei ogólnych, za pomocą których można zinterpretować każdy składnik naszego doświadczenia”.01 Ponadto, nie chodzi po prostu o syntetyzowanie nauk, analiza bowiem każdego konkretnego faktu i określenie statusu każdego bytu wymaga ostatecznie jakiegoś ujęcia ogólnych zasad i kategorii, jakie ucieleśnia fakt, oraz ujęcia statusu danego bytu w ramach całości świata. Patrząc od strony języka, każde zdanie stwierdzające konkretny fakt wymaga dla swej pełnej analizy ukazania ogólnego charakteru świata, jaki się w tym fakcie przejawia. Biorąc rzecz ontologicznie, „by nadać wymagany status każdemu określonemu bytowi, potrzebny jest świat jako system”.2 Gdziekolwiek więc zaczynamy, dochodzimy do metafizyki, pod warunkiem, że nie przerywamy po drodze procesu rozumienia.

czytaj dalej

Pogląd Pricharda a tradycja Arystotelewska

Nie znaczy to, że nie możemy powiedzieć, jakie rzeczy posiadają tę jakość, czyli mają wartość wewnętrzną. Moore był przeświadczony, że możemy. W 1922 r. Prichard poświęcił swój inauguracyjny wykład profesora filozofii moralnej w Oksfordzie zagadnieniu: „Obowiązek a interes”, rozwijając w nim swój punkt widzenia. W 1928 r. E. F. Carritt ogłosił The Theory oj Mordis („Teoria moralności”), w której utrzymywał, że idea summum bonum, dobra najwyższego, to ignis fatuus [błędny ognik] filozofii moralności, a każda próba dowodzenia, że pewne działania są obowiązkami, ponieważ są środkami prowadzącymi do urzeczywistnienia jakiegoś celu uchodzącego za dobry – każda taka próba jest skazana na niepowodzenie. Wkład do tej dyskusji, w postaci książki The Right and the Good („Słuszność a dobro”, 1930), wniósł znany badacz Arystotelesa, Sir W. D. Ross, wówczas przewodniczący Oriel College w Oksfordzie. A dalszym jej ciągiem była opublikowana w 1931 r. książka Josepha Some Problems in Ethics („Niektóre zagadnienia etyki”), w której autor w sposób znamienny usiłował łączyć uznanie tezy, że obowiązku nie wyprowadza się stąd, że następstwa działania są dobre, z tezą, iż mimo to obowiązek nie jest niezależny od wszelkiego związku z dobrem.

czytaj dalej

Filozofia naturalistyczna

Trzeba jednak rozumieć, że Dewey nie mówi o jakimś swoiście religijnym i mistycznym doświadczeniu, jakim można by się posłużyć dla utwierdzenia wiary w nadnaturalne Bóstwo. Jakość, którą ma na myśli, może należeć do doświadczenia, którego nie określałoby się potocznie jako religijne. Na przykład doświadczenie czy uczucie zjednoczenia ze światem, z przyrodą jako całością posiada tę jakość. W A Common Faith Dewey wiąże tę jakość „religijności” z wiarą w „scalenie ja dzięki podporządkowaniu rozległym idealnym celom, które wyobraźnia przedstawia nam, a wola ludzka odpowiada na nie jako na coś, czemu warto podporządkować nasze pragnienia i wybory” m.

czytaj dalej

Rozwój Deweya

Naturalne pytania, jakie się nasuwają, brzmią: Rozwój, w jakim kierunku? Przebudowa, dla jakiego celu? Ale jeśli te pytania dotyczą ostatecznego celu, innego niż sam rozwój i sama przebudowa, w terminach filozofii Deweya nie mogą mieć żadnego znaczenia. Przyznaje on wprawdzie, że szczęście lub zaspokojenie dążeń natury ludzkiej jest celem moralnym. Ale skoro szczęście okazuje się życiem, a „życie oznacza rozwój”,59 jesteśmy, jak się wydaje, w tym samym miejscu. Celem moralnym jest rozwój umożliwiający dalszy rozwój. Innymi słowy, celem jest sam rozwój.

czytaj dalej

George Holmes Howison

Howisona krytyka Royce’a, przeciwstawiająca mu pluralizm etyczny – Ewolucyjny idealizm Le Conte’a – Idealizm osobowy Bowne’a – Obiektywny idealizm Creightona – Sylvester Morris i idealizm dynamiczny – Uwagi o dalszym ciągu idealizmu w dwudziestym stuleciu – Próba przekroczenia przeciwieństwa między idealizmem a realizmem.

czytaj dalej

James i stosowanie metody pragmatycznej

Otóż James sam zauważa, że definicja humanizmu przytoczona powyżej w poprzednim paragrafie wydaje się na pierwszy rzut oka wykluczać teizm i panteizm. Ale podkreśla, że nie jest tak w rzeczywistości. „Sam pojmuję humanizm teistycznie i pluralistycznie.”50 Humanizm okazuje się więc metafizyką czy światopoglądem pluralistycznym i teistycznym, zbieżnym z rozwiniętym radykalnym empi- ryzmem. Ale teizm Jamesa można będzie rozważyć osobno, w następnym paragrafie.

czytaj dalej

Świat jest wyrazem absolutnego systemu idei

Świat przyrody poznajemy tylko częściowo, a wielka część pozostaje dla nas obszarem możliwego doświadczenia. Ale zwróciliśmy już uwagę na trudność, jaką napotyka krytyczny racjonalizm, wyjaśniając status ontologiczny przedmiotów możliwego doświadczenia. Nauka w każdym razie uniemożliwia nam przekonanie, że przyroda jest po prostu i wyłącznie ucieleśnieniem woli i zamysłów ludzkich. Na przykład hipoteza ewolucji prowadzi do ujmowania skończonych umysłów jako wytworów. Ale w tym przypadku powstaje pytanie, jak możemy zachować idealistyczną definicję Bytu w terminach wewnętrznego znaczenia idei, traktowanych jako cząstkowe urzeczywistnienie jakiegoś zamysłu?

czytaj dalej