Russell i jego analiza sądów wartościujących cz. II

W istocie, sam Russell, jak się wydaje, dopuszcza, że jest tak właśnie. Zauważywszy bowiem, że nie widzi żadnej niespójności logicznej między swą teorią etyczną a wyrażaniem silnych upodobań moralnych, dodaje, że nie zadowala go to jednak w pełni. Nie zadowala go jego teoria etyczna, ale teorie innych ludzi uznaje za jeszcze mniej zadowalające.23 Możemy więc chyba powiedzieć, że choć Russell byłby prawdopodobnie zdolny powrócić do idei wewnętrznego dobra i zła, zarazem był przeświadczony, że prawdziwie empiryczna i naukowa filozofia ani nie może odkryć niedefiniowalnej własności dobra, ani nie może przyjąć oczywistych samych przez się zasad moralnych.

Jeden z możliwych zarzutów wobec Russellowskiej analizy sądów wartościujących może prowadzić do powiedzenia, że nie przedstawia ona tego, co zwykli ludzie uznają za treść takich sądów, gdy je wygłaszają. Russell nigdy jednak nie był człowiekiem troszczącym się zbytnio o to, co myśli niefilozof. Nigdy też nie był miłośnikiem „języka potocznego”. Ale jest zrozumiałe, że młodsi filozofowie moralności24 usiłowali przedstawić takie ujęcie sądów wartościujących, które bardziej uwzględnia język potoczny i jego konsekwencje, a jednocześnie obywa się bez ponownego wprowadzenia niedefiniowalnej, nienaturalnej własności Moore’a.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>