Russell i jego analiza sądów wartościujących

Oczywiście Russell doskonale uświadamia sobie, że w pewnym sensie prawdziwe jest powiedzenie, iż nie ma wielkiego znaczenia, czy człowiek ceni sobie dobre wino, czy nie, natomiast bardzo ważne może być to, czy ludzie pochwalają, czy nie pochwalają okrucieństwa. Ale te względy praktyczne uznałby za nieistotne dla czysto filozoficznego pytania o poprawną analizę sądów wartościujących. Jeśli mówię: „Okrucieństwo jest złe”, będę oczywiście czynił wszystko, co w mojej mocy, aby upewnić się, że na przykład wychowanie nie przebiega tak, by wzmacniać przeświadczenie, że okrucieństwo zasługuje na podziw. Ale jeśli przyjmuję Russellowską analizę sądów wartościujących, muszę przyznać, że moja ocena okrucieństwa nie daje się teoretycznie udowodnić.

Otóż krytykowano niekiedy Russella za to, że wyrażał własne przekonania moralne w sposób energiczny, jakby to było niespójne z jego analizą sądów wartościujących. Ale może on wystąpić i faktycznie występował z oczywistą odpowiedzią, że jego zdaniem sądy wartościujące wyrażają pragnienia, a ponieważ sam ma silne pragnienia, nie ma żadnej niespójności w energicznym ich wyrażaniu. A, o ile o to chodzi, odpowiedź ta wydaje się całkiem słuszna. A zarazem – jeśli pamiętamy, że skłonny jest potępiać pewne sposoby postępowania, takie jak traktowanie nieszczęsnych więźniów Oświęcimia, choćby nawet dało się pokazać, że takie postępowanie byłoby ostatecznie korzystne dla gatunku ludzkiego i zwiększałoby powszechną szczęśliwość – bardzo trudno uniknąć wrażenia, że w rzeczywistości Russell sądzi, poza wszystkim, iż są rzeczy wewnętrznie złe, niezależnie od tego, czy inni ludzie myślą, czy nie myślą, że są złe.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>