Zbieżność prawdopodobieństw jako dowód prawdziwości

Bez wątpienia można przyznać, że faktycznie często traktujemy zbieżność prawdopodobieństw za wystarczający dowód prawdziwości jakiegoś zdania. Ale można jednak zarzucić Newmanowi, że nie sposób podać żadnej określonej reguły, służącej określaniu, kiedy prawdziwość jakiegoś wniosku jest jedynym możliwym racjonalnym wyjaśnieniem danej zbieżności. Choć więc możemy być całkowicie usprawiedliwieni przyjmując prawdziwość wniosku z uwagi na wszelkie cele praktyczne, bezwarunkowe czy bezwzględne przyświadczenie jest nieusprawiedliwione. Każda bowiem hipoteza jest zasadniczo odwoły- walna. Newman może z wielką łatwością powiedzieć, że w przypadku badania religijnego „sumienie zobowiązuje nas do szukania prawdy i do dążenia do pewności takimi sposobami dowodu, które zredukowane do postaci formalnych twierdzeń nie zadowalają surowych wymagań nauki”.48 Pozostaje jednak faktem, że jeśli ma się traktować bezwarunkowe przyświadczenie zdaniu jako coś, co wyklucza możliwość fałszywości zdania, nie można prawomocnie udzielić go wnioskowi wyprowadzonemu z jakiejś zbieżności, dopóki nie jesteśmy w stanie pokazać, że w pewnym miejscu prawdopodobieństwo zostaje przekształcone w pewność.

Oczywiście Newman nie może raczej rozumieć przez przyświadczenie bezwarunkowe takiego przyświadczenia, które wyklucza wszelką możliwość, że odnośne zdanie okaże się fałszywe. Jeśli bowiem każde przyświadczenie jest bezwarunkowe, musi obejmować zgodę na zdania, o których doskonale wiemy, że mogą okazać się fałszywe. W swej najogólniejszej postaci twierdzenie, że każde przyświadczenie jest bezwarunkowe, nie może raczej znaczyć nic więcej niż to, że przyświadczenie jest przyświadczeniem. Ale w przypadku przystania do chrześcijaństwa Newman oczywiście ma na myśli absolutne samooddanie, bezwzględne przyświadczenie w najpełniejszym sensie. A choć niewątpliwie przyznałby, że nie ma żadnej niezawodnej abstrakcyjnej reguły służącej określaniu, kiedy zbieżność możliwości jest taka, że wniosek jest pewny, utrzymuje, że człowiek posiada jakąś „władzę” umysłu, analogiczną do Arystotelesowskiej phronesis, podlegającą różnym stopniom rozwoju i zdolną w zasadzie do spostrzegania miejsca, w którym zbieżność prawdopodobieństw stanowi konkluzywny dowód. Jest to zmysł wnioskowania. „W żadnej dziedzinie konkretnego rozumowania — ani w naukach doświadczalnych, ani w badaniach historycznych czy teologicznych — nie ma ostatecznego sprawdzianu prawdy i fałszu w naszych wnioskowaniach oprócz wiarygodności zmysłu wnioskowania, który daje im swoją sankcję”.49 Albo „widzimy”, albo nie widzimy, że dane wnioskowanie jest poprawne. Podobnie, albo widzimy, albo nie widzimy, że jedynym racjonalnym wyjaśnieniem danego nagromadzenia zbieżnych, niezależnych prawdopodobieństw jest prawdziwość wniosku, do którego się zbiegają. Z natury przypadku nie może być żadnego dalszego kryterium sądu niż dokonywana przez umysł ocena świadectw w konkretnym przypadku.

Może się wydawać, że Newman kładzie nacisk na stany subiektywne czy psychiczne. Mówi na przykład, że „pewność (certitude) to stan umysłowy i pewność (certainty) to cecha twierdzeń. Nazywam pewnymi takie twierdzenia, które mają tę właściwość, że jestem ich pewny”.50 To zaś może sprawiać wrażenie, że w jego przekonaniu zdanie jest na pewno prawdziwe, jeśli powoduje w istocie ludzkiej uczucie bycia pewnym. Ale następnie mówi, że w konkretnych sprawach bycie pewnym nie jest „biernym wrażeniem powstającym w umyśle pod wpływem zewnętrznego przymusu argumentów, lecz… czynnym uznaniem twierdzeń za prawdziwe”.51 A ponieważ „każdy, kto rozumuje, jest swoim własnym centrum”52, nie może być żadnego innego kryterium wartości świadectw czy poprawności rozumowania o konkretnych faktach, niż widzenie, że świadectwa są wystarczające, a rozumowanie poprawne. Newman bynajmniej nie miał zamiaru przeczenia obiektywności prawdy. Miał raczej na myśli to, że jeśli sądzimy, iż czyjeś rozumowanie dotyczące faktów jest błędne, możemy jedynie poprosić rozumującego, by przyjrzał się ponownie świadectwom i swemu procesowi rozumowania. Jeśli wysuwa się zarzut, że może istnieć „logika słowna” 53, swego rodzaju dedukcja, którą może przeprowadzać maszyna, Newman temu nie przeczy. Ale podkreśla, że trzeba dokonać rozróżnienia między logiką słów a rozumowaniem dotyczącym faktów. Ta pierwsza prowadzi do czysto pojęciowego przyświadczenia, a to go nie interesuje, gdy pisze jako apologeta chrześcijaństwa, który chce usprawiedliwić realne przyświadczenie. Nie usiłuje przekonywać, że rozumowanie dotyczące świadectw chrześcijaństwa można sprowadzić do logiki słów, do formalnego wnioskowania dedukcyjnego. Chce on raczej pokazać, że we wszystkich konkretnych kwestiach dotyczących faktów musimy posługiwać się rozumowaniem, które nie jest tak sprowadzalne, a więc, że zgody wierzącego na wniosek rozumowania, które dotyczy świadectw chrześcijaństwa, nie można zasadnie opisywać jako pochopnego kroku czy jako wyniku myślenia życzeniowego, ponieważ nie odpowiada ona wzorowi dowodzenia, który z pewnością jest przydatny, lecz poza pewną ograniczoną dziedziną jest niestosowny.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>